„Kocyk, który odgania złość” czyli bunt, emocje i własne zdanie czterolatka 0
„Kocyk, który odgania złość” czyli bunt, emocje i własne zdanie czterolatka

„Kocyk, który odgania złość” czyli bunt, emocje i własne zdanie czterolatka

Poradzić sobie z emocjami nie jest łatwo – nawet dorosłemu. Trudno zatem dziwić się przedszkolakowi, który przechodzi osławiony już „bunt czterolatka”, o którym młode mamy opowiadają sobie na forach. Ten „bunt” to nic innego jak nauka radzenia sobie w tym wielkim, dziwnym, świecie. Weźmy pod uwagę ilość bodźców i nowych informacji które docierają do młodego człowieka, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie wszystko jest kolorowe, grające, ruszające się – istny natłok wrażeń, który potrafi przyprawić o zawrót głowy. To wszystko gdzieś musi znaleźć ujście – u nas były to wybuchy złości i wręcz histerii, kiedy coś szło nie po myśli mojego najmłodszego synka.

No właśnie – najmłodszego. Olek jest dużo młodszym bratem dwóch fantastycznych chłopaków, co nie ułatwia zadania i burzy metody wychowawcze. Zasady, które obowiązywały starszych przy młodszym jakoś mniej działają. Przy dużej różnicy wieku nietrudno o brak konsekwencji, co bystry przedszkolak z pewnością wykorzysta ;) Przedszkolak, który nad wyraz ceni sobie własne zdanie i własne zasady. Łatwo było zatem wytrącić go było z równowagi najdrobniejszymi rzeczami – wystarczy, że zabawa poszła nie tak, jak sobie zaplanował. W efekcie mieliśmy zwykle trudny do opanowania wybuch emocji.

Jak sobie radziłam? Instynktownie mocno przytulałam i masowałam plecki mojego malucha delikatnie uciskając jego ciało. Rozmawiałam, tłumaczyłam, uspokajałam – i tak  w nieskończoność. O dziwo – pomagało – na chwilę – do kolejnego incydentu. Mniej więcej w tym czasie trafiłam na Panią Olgę i jej sklep. Z niedowierzaniem patrzyłam na ogrom kołderek, jaki w nim się znajdował i nie potrafiłam sobie wyobrazić jak ciężka kołdra może wyciszać kogokolwiek czy ułatwiać zasypianie. Traktowałam je jako produkt wyłącznie do terapii dla osób ze stwierdzonymi zaburzeniami i na pewno nie coś dla mnie.

Aż do momentu kolejnego telefonu z przedszkola. Nasza cudowna wychowawczyni załamała ręce po tym jak synek rzucił krzesłem o ścianę. Ze wszystkich sił starała się pomóc naszemu dziecku, ale umówmy się – są granice… Niewiele myśląc jeszcze tego samego dnia zamówiłam kołderkę obciążeniową FU. Wzór tkaniny i kolor minky wybrał sobie Olek, przy doorze rozmiaru i obciążenia pomogła Pani Olga. Zasugerowała używanie jej do zasypiania i wyciszania w ciągu dnia. Nadal nie dowierzałam w to, że pomoże, ale byłam na tyle zdesperowana, że koszt nie stanowił dla mnie przeszkody.

Przyszedł dzień odbioru i pierwsze wrażenie - ta kołdra jest naprawdę ciężka! Kocyk dziecięcych rozmiarów ważący 3 kg sprawia dość niezwykłe wrażenie. Maluch był równie zafascynowany. Powiedziałam mu, że to kocyk, który wygania smuteczki i złości. Uwierzył. Szybciej niż ja.

Za radą Pani Olgi codziennie okrywałam synka dodatkowo obciążeniową kołderką, którą ściągałam po 1-2 godzinach od zaśnięcia. Pierwszą rzeczą jaka mnie uderzyła, to była cisza w pokoju po kilkunastu minutach od mojego wyjścia. Moja gaduła spała! Koniec wynajdywania kolejnych powodów bym musiała przyjść do jego pokoju i tematów do dyskusji, które właśnie w tym momencie trzeba było wyjaśnić (moje dziecko od małego mówi niemal bez przerwy i biada temu, kto nie odpowiada mu na pytania, które akurat go nurtują). Szybkie zasypianie stało się codziennością. Wydaje mi się, że jemu moment okrycia też sprawia przyjemność, bo nie protestuje, kiedy mówię że czas do łóżka. Przynajmniej nie tak stanowczo jak kiedyś ;)

Co z zachowaniem? Pierwsze wyraźne zmiany zauważyliśmy po około 3 miesiącach. Teraz nasza przygoda z kołderką trwa niemal pół roku i przez ten czas nastąpił niebywały zwrot. Olek jest zdecydowanie spokojniejszy, łatwiej panuje nad emocjami, wysypia się i ma lepszy humor na co dzień. Mówi i pyta jeszcze więcej ;) Ogrom pracy włożyliśmy także my - rodzice i wychowawczyni w przedszkolu. Niekończące się rozmowy, tłumaczenie i rozkładanie każdej sytuacji na czynniki pierwsze miały także ogromne znaczenie w całym procesie, jednak dopóki nie zaczęliśmy używać kołderki było to znacznie utrudnione, bo zwykle to emocje brały górę. Teraz nie mamy takiego problemu i wciąż trudno nam uwierzyć w tę odmianę.

Przyznam się, że czasem pożyczam sobie kołderkę do pracy przy komputerze. Kiedy natłok zadań nie pozwala mi się skupić na jednym konkretnym pomagam sobie położeniem jej na ramionach lub kolanach. To naprawdę pomaga. A kiedy kładę się czasem w ciągu dnia na półgodzinną drzemkę synek sam okrywa mnie swoim kocykiem, żebym „lepiej odpoczęła”.

I wiecie co? Moja własna kołdra jest już na liście prezentów urodzinowych!

Julia

 Kołdra obciążeniowa FUN

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium